Jak ogarnąć ciążę, żeby nie zwariować – okiem mamy psycholożki

Gratulacje! Jesteś w ciąży. Po pierwszej wielkiej fali radości ( lub zaskoczenia ) następuje wielka fala niepewności, a następnie czułości, smutku, ekscytacji, przerażenia… niezła jazda, a raczej żegluga po wzburzonym morzu emocjonalnych zmian hormonalnych. Metafora statku jest tym bardziej adekwatna jeśli towarzyszą ci ciążowe mdłości – uroki pierwszego trymestru. Chyba, że masz mniej szczęścia to i drugiego, i trzeciego. Ale do brzegu…

Jestem mamą dwóch córek. Rezolutnej trzylatki z naciskiem na “raczej high need baby” oraz 10 miesięcznej, na szczęście plasującej się bliżej low need, na kontinuum dziecięcych temperamentów. 

Ciąże i porody były odmienne, zupełnie jak temperamenty moich małych skarbów. Wspólnym mianownikiem było przybranie w obu ciążach  około 15 kilogramów. Mimo, że w tej pierwszej raczej nie myślałam zbyt dużo o diecie i ćwiczeniach, a w drugiej bardzo zwracałam na ten aspekt uwagę. Nazbierałam sporo doświadczeń osobistych. Urodziłam dziecko drogą cesarskiego cięcia. Nie obce są mi problemy z karmieniem piersią. Znam na pamięć przepis na mleko modyfikowane, a temperaturę 40 stopni Celsjusza potrafię ogarnąć bez termometra, w środku nocy na pół śpiąco.  Znam ból porodu siłami natury i odczucie ulgi po przystawieniu dziecka do piersi po całym dniu na uczelni. Znam smak obaw o swoje, zmieniające się z tygodnia na tydzień, ciało i o zdrowie dziecka przed każdym badaniem USG. Wiem jak to jest, bo wszystkiego tego doświadczyłam na własnej skórze. Momentami brak kontroli nad sobą i sytuacją, w której jestem przyprawiał mnie o utratę zmysłów. 

Droga przyszła mamo, piszę ten tekst, żeby dodać ci otuchy, w tym niezwykłym czasie. Mam dla ciebie garść bezcennych porad. Wiem, że otrzymałaś ich już całe mnóstwo od mamy, teściowej i od koleżanki co w życiu w ciąży nie była. Poświęć jednak kilka minut na przyjęcie tych ode mnie:

Zaakceptuj zmiany

Im szybciej pogodzisz się z tym, że ciało się zmienia, tym lepiej. Ciąża to naprawdę dobry czas, by przestać się katować ( dietami i intensywnymi treningami), a zacząć się o siebie troszczyć. I znam wiele kobiet, które dzięki ciąży odnalazły spokój ducha i nauczyły się żyć bardziej w zgodzie ze sobą (wśród nich jestem ja). I kontynuowały takie podejście do siebie po porodzie, co zaowocowało dobrymi zmianami w ich życiu.

Akceptacja tyczy się nie tylko wyglądu, ale również różnych stanów emocjonalnych, które pojawiają się bez ostrzeżenia. Płaczesz na reklamie Allegro. Krzyczysz, bo kupił nie te lody, o które prosiłaś. Wpadasz w czarną rozpacz, bo czujesz, że będzie beznadziejnym ojcem. Wszystko to znam, i powiem jedno. Zaakceptuj. Przytul. Wybacz. I idź dalej. Te wszystkie wątpliwości, obawy, emocje są jak najbardziej NORMALNE. A ty jesteś w porządku czując to co czujesz. 

Dodam, że jeśli nie potrafisz zaakceptować swojego ciała w ciąży, to też masz do tego prawo. Możesz po prostu zaakceptować ten brak samoakceptacji. Gdyż akceptacja jest procesem, raczej długotrwałym. Po urodzeniu dziecka te uczucia mogą jeszcze przybrać na sile. Dlatego z całego serca polecam ci spojrzeć na siebie łaskawszym okiem. Jesteś boginią płodności. I tego się trzymaj

Jedz dla dwojga, nie za dwoje

Ciąża, to nie czas na diety odchudzające (chyba, że twój lekarz zdecyduje inaczej). To jest czas na budowanie zdrowej relacji z jedzeniem. Czas na słuchanie sygnałów swojego ciała. Jedz tyle, ile potrzebujesz. Staraj się jeść, kiedy poczujesz głód. Skupiaj się na czynności jedzenia. Jestem pewna, że znasz wszelkie zasady zdrowego odżywiania. Jeśli twoim problemem jest przejadanie się tak zwanym “zakazanym” jedzeniem. Włącz te produkty do swojego jadłospisu. Najlepiej w odpowiednich proporcjach. Na przykład 80% posiłków, zdrowych i jak najmniej przetworzonych, a 20% pozostaw na ciążowe zachcianki. Dzięki temu, pozbędziesz się wyrzutów sumienia. Spokojny duch to spokojne ciało.

Bezpieczny ruch

Aktywność fizyczna w ciąży? Jestem zdecydowanie na TAK! Ale bezpieczna. Przede wszystkim taka, na którą zgodę wyrazi twój lekarz prowadzący. Ruch nie w celu spalania kalorii, ale w celu zachowania dobrej kondycji i przygotowania ciała do porodu. Zdecydowanie zachęcam do zwrócenia się bardziej w stronę fizjoterapeutów, a nie fitness expertów w tym szczególnym czasie. 

Poza grą w porównywanie się

Odpuść sobie porównywanie się do innych przyszłych mam. Każda z nas jest inna. Inaczej znosi ciążę, poród i połóg. Zawsze znajdzie się ktoś, kto w twoim mniemaniu wygląda lepiej, czy lepiej “umie w macierzyństwo”. Zajmij się sobą i rób swoje. Jeśli patrzysz na inne kobiety, rób to po to, by się od nich inspirować, uczyć, nie dołować.

Zrobione jest lepsze od doskonałego

Ostatni trymestr ciąży jest czasem, kiedy zaczynasz dostrzegać pewne ograniczenia. To jest najlepszy czas, żeby uczyć się odpuszczania. Macierzyństwo nauczyło mnie, że da się zasypiać ze zlewem pełnym naczyń i górą piętrzących się ubrań do poskładania. Bo nie ma nic cenniejszego niż sen pod małym, ciepłym ciałem swojego dziecka. Ta bliskość jest dla niego bezcenna, a dla mamy sen, to najlepsze lekarstwo na wszystkie bolączki.

Jesteś silna i prosisz o pomoc

Nie musisz wszystkim udowadniać jaka jesteś silna i zaradna. Ucz się już w ciąży mówić “potrzebuję pomocy”, czy “potrzebuję odpocząć”. To jest najcenniejsza rada jaką ci mogę dać. Jeśli masz życzliwych ludzi wokół siebie, korzystaj z ich wsparcia. Angażuj partnera w pomoc przy dziecku. Niech nabiera pewności siebie w obsłudze małego dziecka. Nie baw się w grę pt. “jestem jedyna i niezastąpiona” oraz “ja to zrobię najlepiej”, bo prędzej czy później obróci się to przeciwko Tobie.

Mimo wszystkich tych trudów ciąży i macierzyństwa. Mimo zmęczenia, strachu i bólu jestem wdzięczna. Patrząc w te malutkie błyszczące oczka, codziennie jestem wdzięczna, że mogę tego wszystkiego doświadczać. Co nie oznacza, że miewam też myśli o spakowaniu się i ucieczce gdzie pieprz rośnie. I ty również droga mamusiu kiedyś to poczujesz, nawet jeśli teraz bardzo zmagasz się z brakiem akceptacji zmian jakie nastąpiły w twoim ciele, czy z czymkolwiek innym. Będzie dobrze. Mówię ci to ja, matka psycholożka. Tym, nieco osobistym wpisem, witam się z Tobą i zapraszam do wspólnej przygody z psychologią odchudzania i nie tylko.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przewiń do góry